Kolejny rok – kolejna robota…
Tak to już się w moim życiu układa, że co jakiś czas, chcąc / nie-chcąc – zmieniam pracę. W poprzedniej było całkiem spoko, ale z czasem…
Często jest to po prostu znudzenie. Jak wiadomo, bywają ludzie, którzy nie potrafią przesiedzieć w jednym miejscu przez dłuższy czas, nie potrafiliby na przykład siedzieć na poczcie w okienku i stemplowali znaczki. Przy czymś takim popadają w marazm, straszliwie się nudzą, a jeśli w odpowiednim czasie nie znajdą sobie innego zajęcia („wyzwania”, jak to się pisze w CV), to powolutku schodzą z tego świata.
I ja chyba w znacznej części jestem właśnie kimś takim.
Są też ludzie, którzy z czasem dostrzegają braki swojego obecnego pracodawcy, by po kilku głębszych przemyśleniach dojść do wniosku, że to niesprawiedliwe/krzywdzące/to chamstwo, etc. (niepotrzebne skreślić). Po części również należę do tej grupy.
W tym przypadku do mojego odejścia od poprzedniego pracodawcy doszedł „kryzys”. Tak, niestety, firma odczuła go na własnej skórze już w kwietniu, bodajże, i tak sobie myślę, że gdyby mój pracodawca sam nie wyszedł z inicjatywą, byśmy się rozstali, pewnie ja bym do niego poszedł z tym tematem.
Po tych kilku tygodniach jestem jednak bardzo szczęśliwy, że odszedłem i dłużej nie ciągnąłem tej współpracy; dochodzą mnie takie słuchy o firmie, o tym co się w niej dzieje, że to ludzkie pojęcie przechodzi. Będę mocno zaskoczony, jeśli firma utrzyma się na rynku do końca bieżącego roku.
Nie będę tutaj więcej wymieniał mojego byłego pracodawcy; zachowam swoje zdanie co do jego postępowania dla siebie.
W przyszłym tygodniu postaram się za to więcej napisać o obecnym zajęciu (znowu w PHP…), może też opublikuję jakiś tekścik branżowy, z zakresu PHP właśnie?