Jak chyba każdy, mam telefon komórkowy. Nic specjalnego, ot zwykły D900i (o, taki).
Odkąd jednak pamiętam, zawsze lubiłem markę Nokia. Przejrzyste menu, którego obsługa nie zmienia się wraz z każdym nowym modelem, łatwość i intuicyjność obsługi… Jak dla mnie to podstawa. Nie mam zamiaru przy każdej wymianie telefonu na nowszy model spędzać nad nim nie-wiadomo-jak-wiele-czasu, żeby się go nauczyć. Dlatego po prostu uwielbiam te telefony.
Szczególnie rajcuje mnie Nokia Communicator (przynajmniej kiedyś tak się to-to nazywało). W październiku 2009 na rynek ma wejść N900. Jak dla mnie – rewelacja! Oglądając te dwa filmiki, które zamieszczam poniżej – sami możecie się przekonać!
I powiedzcie teraz: czyż nie jest wspaniały? Niech się te wszystkie iPody schowają! Dla każdego znajdzie się tutaj coś miłego.
Kurcze, gdyby jeszcze ten telefon nie był tak pierońsko drogi… Niestety, pozostanie on jeszcze dłuuugo poza moim zasięgiem, a nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek w ten zasięg wejdzie…
Nie ma to, jak mieć dobry PR. W sieci huczy o idiotycznych posunięciach na n-k (choćby o uruchomieniu śledzika, o którym tak naprawdę nie wiadomo, po cholerę on i dla kogo), krytycznie niskim poziomie serwisu, zdjęć i komentarzy tam widniejących, a tymczasem dziennikarze Gazewy Wybiórczej sugerują, że twórcom n-k należą się pokłony, że tak wspaniały serwis stworzyli.
Tak, serwis BYŁ wspaniały. Kiedyś, jakieś półtora roku temu.
Teraz, kiedy stał się fotka-bis – to już nie jest to samo. Wielkością – faktycznie, ileść userów i odsłon jest imponująca. Ale nie przekłada się na jakość.
Grono też kiedyś było fajne, bo było nowe i tajemnicze (można się było zarejestrować tylko na zaproszenie kogoś z wewnątrz). Ale spowszedniało. I powoli chyli się ku upadkowi.
N-k kroczy tą samą drogą. Niestety, od samego początku było jasne, że ten krąg grupy docelowej trudno będzie poszerzyć. Próby takie podejmują, za co im chwała, ale jeśli jedną z nich miało być uruchomienie śledzika – to ja dziękuję. I nie sądzę, żeby to jakoś pomogło.
N-k się przejada. Jak już wielokrotnie powtarzałem, niestety, nie ma tam nic, co skłaniałoby mnie czy podobnym do mnie osobom wracać tam codziennie. Do tego – stada pokemonów z ich idiotycznymi komentarzami, zdjęciami jak z katalogu XXX – to wcale nie pomaga.
Ostatnich kilka dni, w ramach tzw. zajęć dodatkowych, związanych w większości z nowym zleceniem, zmuszony byłem zapoznać się z polskimi, masowymi serwisami społecznościowymi.
Jako że n-k jest mi z grubsza znana (znawcy tego serwisu na pewno przyznają mi rację, że wystarczy jakaś godzina wolnego czasu, żeby na wskroś poznać ten serwis i WSZYSTKIE ficzery, jakie oferuje; wszystko ponadto – jest zwyczajną stratą czasu).
Zajrzałem więc na fotka.pl. Wcześniej miałem raczej sporadyczną styczność z tym (po)tworem. Ot, od czasu do czasu trafiałem tam klikając przeważnie w link umieszczony na zupełnie innej stronie. Obejrzałem zdjęcie, kliknąłem to tu, to tam, i zamykałem fotkę.
Teraz musiałem głębiej wejść w ten serwis.
Hm… od czego by tu zacząć, żeby za szybko nie skończyć… Cóż, zacznijmy od tego, że daleko nie zaszedłem… Jakieś klany (jak sądzę, to inna, bardziej „cool” nazwa oznaczająca w gruncie rzeczy podforum internetowe), jakieś rankingi zdjęć, komentarze do nich… To tyle, jeśli chodzi o fotkę, bo faktycznie na tym należałoby tu skończyć, bo to faktycznie wszystko, co na fotce się znajduje.
Podsumowując fotkę: nie ma tam nic, dosłownie NIC, co zachęciłoby mnie do dłuższego pobytu na tej stronce, albo do powrotu na nią. Zdjęcia – w zasadzie niewiele się różniące od tych, jakie zobaczyć można na n-k, komentarze… cóż, pominę milczeniem (gdzieś już słyszałem określenie „pokemony” na tych, co umieszczają takie zdjęcia i komentarze, jakie znaleźć można na fotka/n-k)… Poza tym: nic wyrafinowanego, nic, co rzucałoby na kolana, nic szczególnie zaawansowanego technicznie.
To straszne, że n-k ma tylu użytkowników. Straszne, że fotka cieszy się aż taką popularnością. Wystarczy spojrzeć na badania oglądalności stron internetowych, żeby zobaczyć, że serwisy te mają naprawdę poważne wyniki w tej „dziedzinie”.
To tak straszne, że aż przykre… Zero poziomu, gówniarzowate pokemony, ścigające się na jak najbardziej wyuzdane fotki i po prostu głupie komentarze, których często nawet nie da się rozczytać – czy tak wygląda czołówka społecznościowych serwisów w Polsce???
W związku z odkrytymi stosunkowo niedawno problemami z systemem blogowym WordPress, z którego również korzystam, postanowiłem w końcu zaktualizować oprogramowanie tegoż bloga.
Nie tak dawno pisałem na temat planowanej nowej usługi serwisu nasza-klasa.pl, czyli o sledzik.pl.
No i – wystartowali.
Na odzew użytkowników nie trzeba było długo czekać. Co ciekawe, wielu osobom do tego stopnia się to nie spodobało, że nie dość że wzywają do bojkotowania nowej usługi, to jeszcze usuwają konta z n-k.
Ciekawy jestem, ilu jest tych zadowolonych…
Coraz bardziej jestem zadowolony, że zrezygnowałem z wątpliwej jakości usług n-k.
Pisałem ostatnio o aukcjach, w których „przedmiotami” były dwa serwisy, napisy24 i hatak.
Nie trzeba było długo czekać, by sprawa się wydała – tutaj można przeczytać w zasadzie wszystko.
Nie dość, że jednak chodziło o reklamę, jak sądziłem, to przy okazji twórcy dzielą się na tych, co postanowili w końcu na serwisach zarobić oraz tych, którzy są rozczarowani.
Najwyraźniej w każdym razie się nie dogadali.
Dziennik Internautów opublikował info, że serwisy Napisy24 i Hatak zostały wystawione na licytację.
Przyczyną podjęcia decyzji o sprzedaży tych witryn jest oczywista – koszty ich utrzymania przewyższają kwoty, jakie czerpią z nich ich twórcy.
W zasadzie trudno się dziwić. Strony kontrowersyjne, jak The Pirate Bay chociażby (chociaż nie jest to najlepsze porównanie w tym przypadku), mają u reklamodawców znacznie gorzej, niż inne tego typu stronki, ale już nie budzące takich emocji. Potencjalni reklamodawcy nie chcą być bowiem kojarzeni ze stronami, które albo za chwilę znikną, albo będą miały kłopoty z wymiarem sprawiedliwości.
Przyjrzyjmy się bowiem potencjalnym reklamodawcom serwisu napisy24. Oczywiście mogliby nim być dystrybutorzy filmowi, którzy (jak np. na filmweb.pl) dawaliby tutaj zajawki swoich nowych produkcji, prowadzili kampanie marketingowe nowości kinowych, etc. Ale takie rzeczy, to tylko w orange, proszę Państwa! Bo jak by to wyglądało, gdyby dystrybutor walczący przecież o jak największe dochody z pokazów kinowych/dvd itd., z całą mocą zwalczający piractwo – nagle wspomagał serwisy, które żyją z tego, że udostępniają napisy do filmów, które to filmy zostały wcześniej „zripowane” i udostępnione w sieci z jawnym pogwałceniem prawa? To tak, jakby firma VW wykupywała miejsce raklamowe na samochodach, które chwilę wcześniej zostały skradzione swoim właścicielom!
Dlatego właśnie jedyne raklamy, na jakie mogli liczyć twórcy napisy24 pochodzić mogły spoza branży filmowej. Ponieważ jednak wybór w takim wypadku jest o wiele mniejszy – dochody też były raczej niewielkie.
Rozważmy jednak alternatywne źródła finansowanie. Co nam jeszcze pozostaje, skoro ze strony potencjalnych, poważnych firm spotyka nas jedynie ostracyzm? Można jeszcze się wspomóc dobrowolną zbiórką ze strony użytkowników i innych zainteresowanych. W różnych miejscach w sieci przeczytać można, że taka zbiórka miała miejsce. Zdołano zebrać kilkaset, czy nawet kilka tysięcy złotych, które przeznaczone zostały na dalsze funkcjonowanie serwisu. W tzw. międzyczasie stworzony też został nowy layout dla strony; nie wiem, czy za free, czy za pieniążki (chociaż przyglądając się efektowi stwierdzić muszę, że nawet jeśli za free – to i tak za dużo za niego chcieli, bo to chyba jakaś pomyłka…). Takie akcje są faktycznie dobre, ale na tym opierać działania serwisu nie można; jednorazowo coś takiego może się udać, ale żeby funkcjonować tak cały czas – co to, to nie…
Cóż, najwyraźniej twórcy serwisu nie wiedzą, w jaką pójść stronę. Czy wprowadzić komercję, np. płatną część serwisu? Poszli więc po najmniejszej linii oporu. Korzystając z przyzwoitej oglądalności, chcą rozejrzeć się wśród potencjalnych zainteresowanych, żeby „opylić” swój biznesik. Niestety (dla ich obecnych właścicieli), nie sądzę, żeby im się to udało. W tej formie serwis ten nie ma szans przeżycia na rynku pod postacią komercyjną. Co najwyżej może być dodatkiem w portfolio dla firmy, która swoje główne miejsce zysku ma zupełnie gdzie indziej; mógłby być np. miejscem reklamowym dla innych serwisów, raczej takim hobbystycznym dodatkiem, niż tworem niezależnym.
Z drugiej jednak strony kilkanaście bodajże tygodni temu polski Internet obiegła wiadomość o wystawieniu na aukcji serwisu kurnik.pl. Pojawiło się wiele spekulacji, wiele wycen, w których ludzie prześcigali się w szacowaniu wartości tego serwisu, który do tej pory był nośnikiem reklamowym w stopniu raczej niewielkim. Po jakimś czasie na jaw wyszło, że aukcja jest żartem. Niemniej jednak, właściciel kurnika (bo sądzę, że On również maczał w tym palce, a przynajmniej wiedział o całej akcji) wie teraz przynajmniej, na jakie pieniądze mógłby liczyć, gdyby do takiej transakcji doszło. Może więc i w tym przypadku do tego samego doszło?
Albo – podywagujmy jeszcze inaczej. Może cała akcja z kurnik.pl, a teraz z napisy24.pl – była tylko akcją reklamową, prostym chwytem marketingowym, mającym na celu przypomnienie się szerszej rzeszy publiczności? Może ich twórcy – widząc w statystykach serwisu zastój w interesie – postanowili coś z tym (tanim kosztem, powiedzmy sobie szczerze) zrobić? Przynajmniej chwilowo podnieść oglądalność, licząc, że przynajmniej część nowych internautów założy tutaj swoje konta?
Cóż, jak mówi stare dobre powiedzenie, jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o $$$.
W ostatnim tygodniu pojawiło się kilka newsów, które wzbudziły moje zaciekawienie.
Najpierw zobaczyłem to. Interesujące, chyba jedna z najstarszych polskich społecznościówek – zwija manatki. Najwyraźniej nie wytrzymał konkurencji z n-k, a szkoda…
Swego czasu nawet miałem konto na grono.net. Nie wiem, może jestem dziwny, może zbyt dużo się spodziewałem, ale serwis ten nie proponował mi nic, dosłownie nic, co miałoby mnie zachęcić do jego odwiedzania. Od czasu do czasu zaglądałem tam, żeby zobaczyć, czy dzieje się coś ciekawego, ale za każdym razem po kilku minutach bezsensownego klikania – wychodziłem. Działo się tak coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu nadszedł ten dzień i konto zlikwidowałem jako zupełnie zbędne.
Przyczyna, jak nietrudno się domyślić, była mniej-więcej taka sama, jak moje powody odejścia od n-k. Ot, kolejne miejsce, w którym ludzie ścigają się na ilość znajomych, ilość „odjazdowych” (zdaniem autorów) zdjęć, itp. Dla bardziej wymagających użytkowników nie było tam nic ciekawego.
Któregoś razu, również w ostatnim tygodniu, przez googlowską reklamę trafiłem do jakleci.pl. Zainteresowała mnie szczególnie ich agresywna kampania, od samego początku starająca się poniżyć n-k. JakLeci – w telegraficznym skrócie – oferuje nam dokładnie to wszystko, czego n-k dorobiło się z czasem: a więc mamy tu możliwość dodawania zdjęć i ich „pinezkowania” (jak pragnę zdrowia, nie potrafię powiedzieć, co w tym „pinezkowaniu” jest takiego fajnego, coolerskiego? Że można się zabawić w woo-doo i wyżyć na czyimś zdjęciu???), urządzać imprezy, poznawać sąsiadów, itd. Słowem: full-wypas, chciałoby się rzec. I to wszystko – w przeciwieństwie do n-k – mamy za free. Jak widać, jakleci.pl idzie na ostrą konfrontację z n-k od samego początku. Na razie nie mam zamiaru zakładać konta w tym serwisie; ciekawy tylko jestem, jak się to wszystko rozwinie. Póki co jednak serwis ten pozostanie dla mnie ciekawostką; zresztą sam skład osobowy ludzi go tworzących nie rzuca na kolana. Cóż, skoro Google startowało w garażu, to inni najwidoczniej też postanowili pójść tym samym tropem. Życzę powodzenia, w każdym razie, bo konkurencja na rynku jest bardzo ważna, a jak na razie n-k pogrzebało grono – jedynego konkurenta, jakiego miało.
Dzisiaj króciutko.
Chciałem tylko poinformować wszystkich zainteresowanych o zmianie mojego adresu e-mail.
Chociaż stary adres (dawid.federowicz@gmail.com) wciąż funkcjonuje, uruchomiony został nowy, który z czasem stanie się moim głównym adresem.