kupuj.pl – i co z tego wyszło? Szydło z worka…
Jakiś czas temu pisałem o serwisie kupuj.pl. Wtedy była to jedynie zajawka, ograniczająca się do podania, jaki przedmiot z podanej listy chętnie byśmy kupili, oraz miejsca na zostawienie adresu mailowego. Klasyczny formularz wyłudzający e-mail i nabijający spam-listę.
Od kilku tygodni serwis jednak działa. Ilość produktów jest ograniczona do 3-4 (pewnie tych najbardziej chodliwych, albo sponsorowanych lub mocno dofinansowanych) i mamy tutaj tylko opcję „Kup teraz”. Jest również podana informacja, że oto korzystając z tej naj-, naj-, najlepszej w sieci oferty – oszczędzasz tyle i tyle.
Nie bawiłem się w wyszukiwanie informacji, ile tak naprawdę oszczędzamy kupują dany produkt właśnie na kupuj.pl, a nie gdzie indziej. Dzisiaj ograniczyłem się tylko do zerknięcia, cóż to za wspaniałe i niepowtarzalne oferty ma nam do zaoferowania IDG.
Są to (w cudzysłowie podaję „chwyty marketingowe”, jakie są na stronie):
1. ASUS Eee PC 1000 H; 1049 zł, oszczędzamy 250 zł;
2. „Mega HIT RPG”, RISEN; 139 zł, oszczędzamy 30 zł;
3. konsola Xbox 360 Arcade; 769 zł, 230 zł oszczędności;
4. „Pendrive dla Bonda”, PRETEC FLASHDRIVE USB I-DISK BULLET 8GB; 96 zł, 7 złotych zostaje nam w kieszeni.
Tyle podane jest na stronie (stan na 16.10.2009, 08:22).
Jak powiedziałem, nie za bardzo chciało mi się szukać w sieci tańszych ofert i wytykać, że jednak się IDG myli w swoich wyliczeniach, bo tańsze oferty są.
W każdym z tych czterech produktów kliknąłem za to na „Kup teraz” (nie, żebym chciał od razu kupować; ot chciałem zobaczyć, co się stanie…).
Cóż ukazało się moim oczom?
W przypadku ASUS’a próba zakupu zakończyła się na pustej białej stronie.
Pomyślałem sobie, że przecież mam w sobie coś z Bonda (który facet nie ma?) i warto podarować sobie odrobinę luksusu, a skoro nie stać mnie na zabawę kasynie Royale, przynajmniej pendrive’m będę mógł się pochwalić. Niestety, próba zakupu pokazała moim oczom komunikat: „Produkt jest niedostępny. Ta oferta została już niestety zakończona. Następnym razem musisz być szybszy.” Hmmm, cofnąłem stronę, i pod nazwą produktu jak byk stoi: „Do końca zostało: 15:29:03… 02… 01…”. Ot, taki prosty zegar mający mnie informować, kiedy kończy się dana „okazja”.
Tak, wiem, czepiam się. Ale niesmak – to mało powiedziane.
Po dość sporej firmie, jaką jest IDG można się było spodziewać jednak czegoś lepszego, niż sklepik wykonany metodą „na-odpier…l-się”, z dwoma tak naprawdę podstarzałymi produktami. W zasadzie taki mega-wypas-sklepik internetowy może zrobić każdy. A i produktów wstawić można w zasadzie znacznie więcej. Co z tego, że 50% tych produktów i tak nie kupisz, bo aktualnie ich nie ma „na stanie”, albo „ups-coś-nam-się-popsuło”?
A reklama była tak obiecująca! Wielki, nadmuchany balon; oto samo IDG postanowiło wkroczyć na rynek e-commerce i proponować starannie wyselekcjonowane produkty po rewelacyjnie niskich cenach.
I wyszło, jak wyszło. Z wielkiej chmury mały deszcz. Z wielkiego balonu uszło nagle całe powietrze… I rozległo się – przepraszam za wyrażenie – pierdnięcie.