Pisałem ostatnio o aukcjach, w których „przedmiotami” były dwa serwisy, napisy24 i hatak.
Nie trzeba było długo czekać, by sprawa się wydała – tutaj można przeczytać w zasadzie wszystko.
Nie dość, że jednak chodziło o reklamę, jak sądziłem, to przy okazji twórcy dzielą się na tych, co postanowili w końcu na serwisach zarobić oraz tych, którzy są rozczarowani.
Najwyraźniej w każdym razie się nie dogadali.
Dziennik Internautów opublikował info, że serwisy Napisy24 i Hatak zostały wystawione na licytację.
Przyczyną podjęcia decyzji o sprzedaży tych witryn jest oczywista – koszty ich utrzymania przewyższają kwoty, jakie czerpią z nich ich twórcy.
W zasadzie trudno się dziwić. Strony kontrowersyjne, jak The Pirate Bay chociażby (chociaż nie jest to najlepsze porównanie w tym przypadku), mają u reklamodawców znacznie gorzej, niż inne tego typu stronki, ale już nie budzące takich emocji. Potencjalni reklamodawcy nie chcą być bowiem kojarzeni ze stronami, które albo za chwilę znikną, albo będą miały kłopoty z wymiarem sprawiedliwości.
Przyjrzyjmy się bowiem potencjalnym reklamodawcom serwisu napisy24. Oczywiście mogliby nim być dystrybutorzy filmowi, którzy (jak np. na filmweb.pl) dawaliby tutaj zajawki swoich nowych produkcji, prowadzili kampanie marketingowe nowości kinowych, etc. Ale takie rzeczy, to tylko w orange, proszę Państwa! Bo jak by to wyglądało, gdyby dystrybutor walczący przecież o jak największe dochody z pokazów kinowych/dvd itd., z całą mocą zwalczający piractwo – nagle wspomagał serwisy, które żyją z tego, że udostępniają napisy do filmów, które to filmy zostały wcześniej „zripowane” i udostępnione w sieci z jawnym pogwałceniem prawa? To tak, jakby firma VW wykupywała miejsce raklamowe na samochodach, które chwilę wcześniej zostały skradzione swoim właścicielom!
Dlatego właśnie jedyne raklamy, na jakie mogli liczyć twórcy napisy24 pochodzić mogły spoza branży filmowej. Ponieważ jednak wybór w takim wypadku jest o wiele mniejszy – dochody też były raczej niewielkie.
Rozważmy jednak alternatywne źródła finansowanie. Co nam jeszcze pozostaje, skoro ze strony potencjalnych, poważnych firm spotyka nas jedynie ostracyzm? Można jeszcze się wspomóc dobrowolną zbiórką ze strony użytkowników i innych zainteresowanych. W różnych miejscach w sieci przeczytać można, że taka zbiórka miała miejsce. Zdołano zebrać kilkaset, czy nawet kilka tysięcy złotych, które przeznaczone zostały na dalsze funkcjonowanie serwisu. W tzw. międzyczasie stworzony też został nowy layout dla strony; nie wiem, czy za free, czy za pieniążki (chociaż przyglądając się efektowi stwierdzić muszę, że nawet jeśli za free – to i tak za dużo za niego chcieli, bo to chyba jakaś pomyłka…). Takie akcje są faktycznie dobre, ale na tym opierać działania serwisu nie można; jednorazowo coś takiego może się udać, ale żeby funkcjonować tak cały czas – co to, to nie…
Cóż, najwyraźniej twórcy serwisu nie wiedzą, w jaką pójść stronę. Czy wprowadzić komercję, np. płatną część serwisu? Poszli więc po najmniejszej linii oporu. Korzystając z przyzwoitej oglądalności, chcą rozejrzeć się wśród potencjalnych zainteresowanych, żeby „opylić” swój biznesik. Niestety (dla ich obecnych właścicieli), nie sądzę, żeby im się to udało. W tej formie serwis ten nie ma szans przeżycia na rynku pod postacią komercyjną. Co najwyżej może być dodatkiem w portfolio dla firmy, która swoje główne miejsce zysku ma zupełnie gdzie indziej; mógłby być np. miejscem reklamowym dla innych serwisów, raczej takim hobbystycznym dodatkiem, niż tworem niezależnym.
Z drugiej jednak strony kilkanaście bodajże tygodni temu polski Internet obiegła wiadomość o wystawieniu na aukcji serwisu kurnik.pl. Pojawiło się wiele spekulacji, wiele wycen, w których ludzie prześcigali się w szacowaniu wartości tego serwisu, który do tej pory był nośnikiem reklamowym w stopniu raczej niewielkim. Po jakimś czasie na jaw wyszło, że aukcja jest żartem. Niemniej jednak, właściciel kurnika (bo sądzę, że On również maczał w tym palce, a przynajmniej wiedział o całej akcji) wie teraz przynajmniej, na jakie pieniądze mógłby liczyć, gdyby do takiej transakcji doszło. Może więc i w tym przypadku do tego samego doszło?
Albo – podywagujmy jeszcze inaczej. Może cała akcja z kurnik.pl, a teraz z napisy24.pl – była tylko akcją reklamową, prostym chwytem marketingowym, mającym na celu przypomnienie się szerszej rzeszy publiczności? Może ich twórcy – widząc w statystykach serwisu zastój w interesie – postanowili coś z tym (tanim kosztem, powiedzmy sobie szczerze) zrobić? Przynajmniej chwilowo podnieść oglądalność, licząc, że przynajmniej część nowych internautów założy tutaj swoje konta?
Cóż, jak mówi stare dobre powiedzenie, jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o $$$.
W ostatnim tygodniu pojawiło się kilka newsów, które wzbudziły moje zaciekawienie.
Najpierw zobaczyłem to. Interesujące, chyba jedna z najstarszych polskich społecznościówek – zwija manatki. Najwyraźniej nie wytrzymał konkurencji z n-k, a szkoda…
Swego czasu nawet miałem konto na grono.net. Nie wiem, może jestem dziwny, może zbyt dużo się spodziewałem, ale serwis ten nie proponował mi nic, dosłownie nic, co miałoby mnie zachęcić do jego odwiedzania. Od czasu do czasu zaglądałem tam, żeby zobaczyć, czy dzieje się coś ciekawego, ale za każdym razem po kilku minutach bezsensownego klikania – wychodziłem. Działo się tak coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu nadszedł ten dzień i konto zlikwidowałem jako zupełnie zbędne.
Przyczyna, jak nietrudno się domyślić, była mniej-więcej taka sama, jak moje powody odejścia od n-k. Ot, kolejne miejsce, w którym ludzie ścigają się na ilość znajomych, ilość „odjazdowych” (zdaniem autorów) zdjęć, itp. Dla bardziej wymagających użytkowników nie było tam nic ciekawego.
Któregoś razu, również w ostatnim tygodniu, przez googlowską reklamę trafiłem do jakleci.pl. Zainteresowała mnie szczególnie ich agresywna kampania, od samego początku starająca się poniżyć n-k. JakLeci – w telegraficznym skrócie – oferuje nam dokładnie to wszystko, czego n-k dorobiło się z czasem: a więc mamy tu możliwość dodawania zdjęć i ich „pinezkowania” (jak pragnę zdrowia, nie potrafię powiedzieć, co w tym „pinezkowaniu” jest takiego fajnego, coolerskiego? Że można się zabawić w woo-doo i wyżyć na czyimś zdjęciu???), urządzać imprezy, poznawać sąsiadów, itd. Słowem: full-wypas, chciałoby się rzec. I to wszystko – w przeciwieństwie do n-k – mamy za free. Jak widać, jakleci.pl idzie na ostrą konfrontację z n-k od samego początku. Na razie nie mam zamiaru zakładać konta w tym serwisie; ciekawy tylko jestem, jak się to wszystko rozwinie. Póki co jednak serwis ten pozostanie dla mnie ciekawostką; zresztą sam skład osobowy ludzi go tworzących nie rzuca na kolana. Cóż, skoro Google startowało w garażu, to inni najwidoczniej też postanowili pójść tym samym tropem. Życzę powodzenia, w każdym razie, bo konkurencja na rynku jest bardzo ważna, a jak na razie n-k pogrzebało grono – jedynego konkurenta, jakiego miało.
Dzisiaj króciutko.
Chciałem tylko poinformować wszystkich zainteresowanych o zmianie mojego adresu e-mail.
Chociaż stary adres (dawid.federowicz@gmail.com) wciąż funkcjonuje, uruchomiony został nowy, który z czasem stanie się moim głównym adresem.
Znalazłem też to.
Jak widać, twórcy naszej-klasy nie spoczywają na laurach. Chcą jeszcze bardziej przyciągnąć do siebie sporą grupę już posiadanych użytkowników.
Sam też posiadam konto na naszej-klasie. Nie jestem może „naszo-klasowym hard-userem”, ale jednak mam. Jak do tej pory, niczym mnie ten wortalik nie przyciągnął, ani nie zdołał na dłużej zatrzymać; ot, kolejne forum, tyle że tym razem mogłem wyszukać znajomych z dawnych, szkolnych lat. Wymieniliśmy się adresami e-mail, telefonami, i tyle. Nie mam tam w zasadzie czego szukać.
Może teraz mnie do siebie przekonają? Eeee, nie sądzę… Niemniej jednak, młodszą część webowych użytkowników (stawiam na podstawówkę, gimnazjum, może też pierwsze klasy liceum, ale już raczej nie na studentów) na pewno jeszcze bardziej ze sobą zintegrują; całe pozaszkolne życie, swoje frustracje, miłostki jeszcze bardziej będą uzewnętrzniać właśnie tutaj, gdzie otwiera im się kolejne możliwości…
Cóż, pożyjemy, zobaczymy…
Na razie jest tylko „zaślepka”, ale będę zaglądał.
Do koncertu Madonnu zostało niewiele czasu. Teoretycznie wszystko jest już postanowione, prace nad przygotowaniami trwają, ale samozwańczy obrońcy moralności (?) nadal nie odpuszczają. Radny województwa mazowieckiego i tzw. lider komitetu „Pro Polonia” Marian Brudzyński nie odpuszcza (przeczytaj artykuł, byś wiedział/a, o co chodzi). Napuszcza na organizatorów wszystkie znane sobie służby, nawet te, które raczej nie mają ze sprawą nic wspólnego.
Jednych Madonna rajcuje, innych – jak Brudzyńskiego – najwyraźniej szokuje. Najchętniej osoby w rodzaju Brudzyńskiego zabroniliby P. Madonnie chodzić po tym padole. Proponowałbym Panu Brudzyńskiemu zgłosić się do Madonny i zaproponować wspólne, całodniowe modlitwy na Jasnej Górze. Kto wie, może powstałby z tego jakiś klip?
Wyobraźmy sobie twarz Pana radnego, oświetloną tylko nikłym promykiem świecy trzymanej w ręce, po której palcach ścieka powolutku topiący się wosk… Potem Pan Brudzyński chwyta w swą rączkę bicz i zamaszystymi ruchami okłada się po plecach, krzycząc „Moralność, moralność, moralność!!!”.
Tymczasem Madonna, z początku nieco zaszokowana zachowaniem radnego, mruczy pod nosem: „like a virgin!”.
Jeśli myślimy o wyszukiwaniu informacji w Internecie, nieodmiennie do głowy przychodzi nam w pierwszej kolejności wyszukiwarka Google. Na czym polega jej sukces? Jak w ogóle wygląda sama firma od środka?
Natrafiłem w sieci na film nieco przybliżający Google przeciętnym ludziom. Po jego obejrzeniu nasuwa się tylko jeden komentarz: żeby tak wszystkie firmy pracowały w ten sposób, życie byłoby piękne!
Zapraszam do obejrzenia.
Jeśli film by się zacinał, włącz na moment pauzę, żeby więcej danych ściągnęło się na komputerek.
Serwis monetto.pl był na polskim rynku bodajże pionierem usług finansowych, szerzej znanych na świecie jaki Social Lending. Niestety, wskutek nieudolnego zarządzania (co widać np. w wypowiedziach szefa monetto.pl w serwisie GoldenLine), kilkunastu szkolnych błędach kadrowych – serwis powoli schodzi z areny polskiego internetu. W tej chwili wstrzymana jest rejestracja nowych użytkowników, nie można wystawiać nowych ofert. A sądzę, że to dopiero początek likwidacji tego przedsięwzięcia.
Chociaż mogę się też mylić. Monetto.pl jest serwisem rozpoznawalnym i gdyby np. trafiło w ręce odpowiedzialnej firmy w wyniku sprzedaży, gdyby zajęła się nim grupa odpowiedzialnych ludzi, coś mogłoby już z tego powstać, powoli odbudowałby swoją renomę. Ale już nie w ramach obecnego składu zarządu. Prezes, Łukasz Banach, wykazał się jak do tej pory jedynie swoimi brakami zarówno w promocji serwisu, jego zarządzaniem, jak i teraz, kiedy serwis stoi na krawędzi upadku i trzeba odpowiadać na zarzuty zdenerwowanych użytkowników. Odpowiedzi te są, jak to można prześledzić na GoldenLine, przeważnie wybiórcze, rzadko na temat, i zawsze wręcz – nic nie wnoszące do tematu dyskusji.
Dlatego aby serwis monetto.pl przetrwał, koniecznie powinien trafić w ręce poważnego właściciela. Jeśli zbyt długo pozostanie w obecnej formie, tylko straszy internautów bezsensownie istniejącą witryną, i odstrasza inne osoby, potencjalnie zainteresowane uczestnictwem w samym social lending.
Od około 2-ch miesięcy pracuję nad nowym serwisem. Kilka dni temu ujrzał wreszcie światło dzienne. Nazywa się KonferencjaEvent.pl.
Miejsce, które szybko stanie się doskonałym narzędziem, przydatnym w pracy event-managerom, PR-owcom, HR-owcom. Tutaj zgłosić się mogą (za darmo!) firmy, które świadczą swoje usługi podczas różnego rodzaju konferencji, eventów, organizują wyjazdy integracyjne dla firm, ale też wypożyczają im podczas takich spotkań sprzęt, jak np. różnego rodzaju obiekty dmuchane: zamki, zjeżdżalnie dla dzieci. Również firmy towarzyszące takim spotkaniom mogą się zarejestrować; jeśli ktoś prowadzi firmę fotograficzną, prowadzi usługi video-filmowania. Ba, nie zapomniano też o czymś tak ważnym, jak catering!
Jeśli nasza praca polega na organizacji właśnie tego typu imprez, koniecznie potrzebujemy informacji, które tutaj zgromadzone są w jednym miejscu. Nie trzeba żmudnie przeszukiwać listy setek firm, wystarczy kilka kliknięć, żeby odszukać potrzebną nam informację, numer telefonu, czy adres strony WWW. KonferencjaEvent.pl to wortal ludzi dobrze poinformowanych. Jeśli nie chcemy już prowadzić własnych notatek, lub też wolimy, by ktoś prowadził to za nas – warto tutaj zaglądać!
W necia znalazłem sporo tekstów z nie kończącej się serii pt. „Twoja Stara”.
Kilkadziesiąt wstawiłem na jedną z podstron
Mogą się powtarzać, za co przepraszam, ale przez łzy trudno było zastanawiać się, co już było, a co jeszcze nie…
Gdyby ktoś miał ochotę – proszę dopisywać swoje.
Oczywiście, wszelkie podobieństwo do kogokolwiek – najzupełniej przypadkowe!