0

Brutalna zmiana w waszej klasie

Posted by Dawid on cze 29, 2010 in Komentarz, Publicystyka, felieton

Można się tego było spodziewać (mowa o tym).
Cóż, skończyły się dobre czasy, zaczyna się podejście biznesowe – można tylko domniemywać, że w n-k zaczęto coraz poważniej podchodzić do kwestii robienia pieniążków, a nie wyłącznie do robienia dobrego serwisu.
Nie wiem, czym to się skończy. Nie wiem nawet, skąd autor wie, że „internauci masowo się buntują” i „odchodzą„. Ale chyba coś w tym jest, chociaż WP też słynie z tego, że ma nie najświeższe informacje…
O N-K już kilka razy pisałem na tym blogu, przeważnie mało pozytywnie. Już jakiś czas temu wspomniałem, że konto na tym serwisie – to właściwie nic specjalnego, bo w zasadzie nic nam ono nie daje. Oczywiście możemy odnaleźć znajomych i przyjaciół ze szkolnej ławy, ale na tym przydatność serwisu (przynajmniej dla mnie) się zakończyła; nic mnie tam nie zatrzymywało, a sądząc z nowych funkcjonalności – nic nie jest w stanie skłonić mnie do powrotu.
Jeśli N-K szybko czegoś nie wymyśli, to polegnie. Pewnie będą to ficzery rodem z facebooka: możliwość zakładania grup, gry sieciowe, itp. Ale jeśli już chciałaby się ratować, powinna to zrobić jak najszybciej.

Tagi: , , , ,

 
2

WordPress 3.0 – on board!

Posted by Dawid on cze 19, 2010 in Bez kategorii, Komentarz, PHP, Programowanie, off-topic

Właśnie zaktualizowałem WordPressa, na którym stoi ten blog, do wersji 3.0.
Pełne zaskoczenie, muszę przyznać.
O ile z wcześniejszymi poprawkami, czy pełnymi wersjami bywało różnie podczas instalacji, o tyle teraz – wszystko poszło, jak po maśle. Wystarczyło zgrać na serwer zastępując poprzednie pliki – i gra!
Nowy WordPress jest dopiero od kilku minut na moim serwerze, więc ciężko tutaj o jakieś głębsze przemyślenia, bo w zasadzie nic nie testowałem – ale pierwsze wrażenie – całkowicie pozytywne.
Zaraz rozejrzę się dokładniej, i pewnie jeszcze coś dopiszę :)

Tagi: ,

 
0

Moc Twittera

Posted by Dawid on cze 9, 2010 in Komentarz, Publicystyka

Takie coś przeczytałem: link

Hmmm, ciekawa sprawa ten cały twitter. W ogólnych zarysach – informujemy wszystkich zainteresowanych, co w danej chwili robimy, myślimy, spożywamy, itd.

Jak widać zainteresowanie spore, znaczne jest też grono odbiorców. A może by tak w ogóle zlikwidować wszystkie media? Po kiego mi czytać w jakimś serwisie, że dany człowiek powiedział to i to, skoro równie dobrze mógłby mnie o tym tenże człowiek powiadomić osobiście?

Na razie nie czuję potrzeby zakładania konta na Twitterze. Najwidoczniej nie mam aż tyle do powiedzenia, żeby dzielić się tym z innymi… :)

Tagi: ,

 
0

Nie mogę poprosić o klikanie?

Posted by Dawid on cze 9, 2010 in Bez kategorii, Komentarz, Publicystyka, google, off-topic

Jak widać, i ten blog nie jest pozbawiony reklam; każdy chciałby zarobić na Google Adsense, czy innym SmartContext, nieważne…
Ciekawe jednak, że wszystkie sieci reklamowe, które pozwalają ludziom zarabiać (czy też raczej: stwarzając ludziom złudzenie optyczne, że zarabiają), zabraniają jednocześnie namawiania do klikania w linki bądź obrazki reklamowe.
Taki zapis z regulaminu SmartContext:

Partner zobowiązuje się do dołożenia należytej staranności, aby zapewnić uczciwość w dokonywaniu przekierowań do stron internetowych Klientów, w skutek kliknięcia w dany Dymek reklamowy, w szczególności nie będzie wymuszał na użytkownikach Internetu dokonywania kliknięcia, bądź w inny sposób nie będzie zachęcał użytkowników do klikania w dany Dymek, co skutkowałoby sztucznym zawyżeniem ilości kliknięć w dany Dymek reklamowy.

Co ciekawe, nie znajdziemy chyba w regulaminie informacji, że nie można publikować informacji, ile się na kliknięciach w reklamy zarobiło. To chyba takie delikatne obejście, żeby klient danej sieci reklamowej nie mógł zarzucić danej sieci, że klikania w jego reklamy są „namawiane”, a nie są efektem faktycznego zainteresowania ze strony użytkowników danej witryny…
Też chętnie w tym miejscu pochwaliłbym się, że za kliknięcia w reklamy mogę już sobie zbudować basen… Niestety – to tak marna ilość, że aż wstyd. Domu z basenem za to nie będzie.
Nawet basenu nie da się postawić.
Ani wykopać.
No dobra – nawet na łopatę nie starczy! :)

Ale chyba poważnie zastanowię się, czy w ogóle umieszczać te reklamy, czy to nie ma sensu. Nie przepadam specjalnie za reklamami, irytują mnie na stronach, ale rozumiem sens ich istnienia. No, nic to, pomyślę o tym.

Tagi: , ,

 
0

OpenOffice na biurkach w polskich urzędach

Posted by Dawid on cze 9, 2010 in Komentarz, OpenOffice, Publicystyka

Przeczytałem właśnie artykuł (źródło), że w dokumencie przetargowym na zintegrowany system dla wojewódzkich Centrów Powiadamiania Ratunkowego pojawił się zapis, iż jednym z warunków, jakie spełniać muszą komputery jest posiadanie OpenOfficePL.

Dołączę do grona entuzjastów i zawołam: hurra!

To bardzo dobrze, że osoby układające warunki przetargu dostrzegły źródło, w którym można by zaoszczędzić dość znaczne sumy pieniędzy. Sam używam OpenOffice’a na codzień i bardzo go sobie chwalę. Myślę, że polscy urzędnicy, którym przyjdzie na nim pracować też szybko go docenią.

Zdaję sobie sprawę, że zapis o OO może być pod publiczkę i niejako „przy okazji”, żeby układający warunki mogli się przypodobać i nie powiedzieć, że chcieli oszczędzić; w tych samych warunkach jest bowiem napisane, że komputery mają pracować pod microsoftowymi „7″ lub Vistą. Tak więc zainstalowanie na nich dodatkowo darmowego OpenOffice’a nie jest jakoś szczególnie czasochłonne. Obawiam się też, że jeśli urzędnik będzie miał dokument do napisania, a do wyboru edytor Word lub OOWriter – wybierze to pierwsze, bardziej mu znane rozwiązanie…

No, ale przynajmniej pierwsza jaskółka się na niebie pokazała. Za nią – miejmy nadzieję – pójdą kolejne.

Tagi: , , , ,

 
0

Apel do kupujących

Posted by Dawid on cze 2, 2010 in Bez kategorii, Komentarz, Publicystyka, Zakupy, off-topic

Kiedy idę do sklepu, to zawsze z zamiarem kupna czegoś konkretnego. Pomijam tutaj jakieś poważniejsze zakupy, które robi się raz na kilka, kilkanaście lat, np. samochód, mieszkanie – bo tutaj faktycznie wymagana jest rozwaga; chodzi mi o nabycie czegoś zwykłego, jak chleb, czy gazeta.
Taka sytuacja.
Kiosk przy Cepelii, centrum Warszawy, koło godziny 7.30, dzień powszedni (konkretnie środa).
- Dzień dobry, słucham panią…
- Poproszę „wogi” mentolowe… – kobieta koło 40-stki.
- Proszę.
- … i jeszcze gazetę z programem.
- Którą? Bo mam kilka…
- Hmmm…
Sprzedawczyni przechodzi do wyłożonych na ladzie kolorowych czasopism.
- Może być to, to, to… albo jeszcze to.
- Hmmm, no nie wiem…
(w tym miejscu dodać należy, że za klientką-tv-maniaczką ustawił się już ogonek; widać po ruchach, że każdy gdzieś spieszy do pracy).
- To może ja wezmę tą… a czy jest tutaj program stacji X? – dopytuje.
- Wie pani, nie wiem…
- No, to ten, na którym leci serial Y… – naprowadza sprzedawczynię klientka.
- Naprawdę nie orientuję się, ale chyba jest…
- To może ja jednak wezmę tą drugą…
(po raz kolejny dodać należy, że kolejka wciąż się zwiększa)
- Dobrze, bardzo proszę.
- Aaa, zapomniałabym… Jeszcze coś do czytania dla męża!
- A co pani sobie życzy? – sprzedawczyni wykonuje gest „prezentacyjny” – pokazując na właściwie wszystko, co kiosk ma w ofercie.
… dalej relacjonować nie będę, bo wyszedłem z kolejki.
Uwielbiam takie sceny. Znaczy, nie tyle uwielbiam, co „uwielbiam”. Wręcz „kocham” patrzeć na ludzi, którzy nie wiedzą po co przyszli. Zachowują się tak, jakby byli tylko oni – i magiczne królestwo produktów, z których jeden jest lepszy od drugiego; wykosztujesz się na jeden, a za chwilę się okaże, że ten drugi obok był zupełnie lepszy.
Aż się scyzoryk w kieszeni otwiera.

Miał być w tym miejscu apel do kupujących, żeby robili swoje zakupy szybciej oglądając się czasami na rosnącą za nimi kolejką. Ale teraz zmieniłem zdanie. Sugeruję otwarcie w każdym kiosku osobnego okienka, przy którym obsługiwane byłyby osoby, które nie wiedzą, czego chcą. Można by w nich posadzić jakiegoś niezdecydowanego sprzedawcę – i wtedy to dopiero byłaby zabawa!

- Dzień dobry, czym mogę służyć?
- Dzień dobry. Chciałabym kupić jakąś gazetę z programem…
- Mam kilka…
- To może tę? Albo tę? W tej też, zdaje się, jest program TV… O, i w tej też…
- … No, nie wiem…
- Aaa, i jeszcze w tej na samym końcu. Nie, w tej to dopiero w piątek będzie…
- … To może ja wezmę tą…
- Chociaż nie, w tej program na ten tydzień już się kończy, a nowa będzie dopiero pojutrze… To może lepiej tę pani weźmie?
- …

I mogliby tak sobie gaworzyć godzinami. A inni w tym czasie spokojnie zdążyliby, k…a, do roboty!

Tagi: , ,

 
0

Google Maps powoduje wypadki?

Posted by Dawid on cze 1, 2010 in Komentarz, Publicystyka, felieton, google, oszuści

Trzeba trochę odświeżyć ten blog, bo mocno o nim zapomniałem…

Dobrą okazją jest do tego wpis, który właśnie przeczytałem (wpis).
Wiadomo powszechnie, że adwokaci i prawo mają się w USA bardzo dobrze. Bez względu na koniunkturę gospodarczą – prawnicy zawsze wychodzą na swoje, szczególnie tutaj.

Nie wiem, czy ktoś namówił tą Panią do pozwania Wielkiego G., czy też jest to Jej autonomiczna decyzja, ale proponowałbym przy okazji rozważyć pozew wobec wszystkich, którzy mieli chociażby śladową styczność z całym tym wydarzeniem.

A więc:
- producent samochodu – tutaj dopiero jest pole do popisu, bo czy przy zakupie auta ostrzeżono Klientkę, że może w wyniku jego użycia ulec wypadkowi?
- firma(y), które zaplanowały i położyły asfalt – powód: jw.
- wszystkich innych użytkowników, którzy znajdowali się na tej drodze w chwili feralnego zdarzenia – jestem przekonany, że gdyby nie ruch (nie jakiś mega-korek, ale zwykły ruch) na drodze do wypadku w ogóle by nie doszło.

Fantastycznie brzmi również treść pozwu:
W wyniku bezpośredniego działania pozwanego Google, jego beztroski, lekkomyślności i niedbałości, przez którą podano niebezpieczne wskazówki, poszkodowana Lauren Rosenberg została skierowana na niebezpieczną autostradę i tam uderzona przez samochód, co spowodowało ciężkie i trwałe szkody fizyczne, emocjonalne i umysłowe, w tym ból i cierpienie.

A, zapomniałbym. Pani Lauren Rosenberg powinna również zastanowić się, czy nie pozwać własnych rodziców – chociaż nie, kretynizm nie jest dziedziczny…

 
0

Muzyczka w necie…

Posted by Dawid on lis 26, 2009 in Bez kategorii, Komentarz, Muzyka, off-topic

Ostatnio pracuję głównie samotnie, sporadycznie kontaktując się ze światem zewnętrznym, a i to głównie za pośrednictwem maila.
Dlatego, by lepiej się skupić, poszukałem troszeczkę w Necie i znalazłem interesujący serwis setlist.fm. Tutaj wystarczyło wpisać nazwę ulubionej grupy, czy wykonawcy, a jeśli tylko dopisze nam szczęście i ktoś uzupełnił bazę serwisu wcześniej – możemy wybrać np. ostatnie wydarzenie z życia danego wykonawcy – i przesłuchać/obejrzeć wszystkie utwory związane z tym wydarzeniem.
Chyba trochę zagmatwałem, więc wyjaśnię.
Załóżmy, że szukamy czegoś o zespole Metallica. W odpowiedzi wyszukiwarka serwisu podaje nam listę wydarzeń, w których uczestniczył ten zespół + daty, w których dane wydarzenie miało miejsce. Klikamy w interesujący link – i mamy listę utworów, jaką zespół tego dnia zaserwował swoim słuchaczom.
Oczywiście, jeśli na koncercie był ktoś z kamerą, a potem swoje nagranie umieścił na youtube.com – możemy nawet zobaczyć, jak to wyglądało z trybun (szczerze mówiąc – nie polecam; jakoś nagrań, na jakie natrafiłem pozostawiała delikatnie mówiąc baaardzo dużo do życzenia…).
Klikamy (załóżmy) w pierwszy utwór, i (przynajmniej w moim firefoksie tak to wyglądało) w prawym dolnym rogu otwiera nam się okienko i odtwarza wybrany utwór. Po zakończeniu, automatycznie ładuje następny z listy.
Przyznacie, że znacznie prostsze to, niż samemu wyszukiwać utwory w Youtubie i klikać je po kolei…
Póki co, jestem na etapie „light-usera” tego serwisu, ale już teraz mogę powiedzieć, że bardzo interesująco się zapowiada: prosty, przejrzysty, o sporych możliwościach (w tym już teraz można dostrzec kilka potencjalnych dróg rozwoju nowych funkcjonalności).
I takie rzeczy trzeba robić!

 
0

kupuj.pl – i co z tego wyszło? Szydło z worka…

Posted by Dawid on paź 16, 2009 in Komentarz, Publicystyka, felieton

Jakiś czas temu pisałem o serwisie kupuj.pl. Wtedy była to jedynie zajawka, ograniczająca się do podania, jaki przedmiot z podanej listy chętnie byśmy kupili, oraz miejsca na zostawienie adresu mailowego. Klasyczny formularz wyłudzający e-mail i nabijający spam-listę.
Od kilku tygodni serwis jednak działa. Ilość produktów jest ograniczona do 3-4 (pewnie tych najbardziej chodliwych, albo sponsorowanych lub mocno dofinansowanych) i mamy tutaj tylko opcję „Kup teraz”. Jest również podana informacja, że oto korzystając z tej naj-, naj-, najlepszej w sieci oferty – oszczędzasz tyle i tyle.
Nie bawiłem się w wyszukiwanie informacji, ile tak naprawdę oszczędzamy kupują dany produkt właśnie na kupuj.pl, a nie gdzie indziej. Dzisiaj ograniczyłem się tylko do zerknięcia, cóż to za wspaniałe i niepowtarzalne oferty ma nam do zaoferowania IDG.
Są to (w cudzysłowie podaję „chwyty marketingowe”, jakie są na stronie):
1. ASUS Eee PC 1000 H; 1049 zł, oszczędzamy 250 zł;
2. „Mega HIT RPG”, RISEN; 139 zł, oszczędzamy 30 zł;
3. konsola Xbox 360 Arcade; 769 zł, 230 zł oszczędności;
4. „Pendrive dla Bonda”, PRETEC FLASHDRIVE USB I-DISK BULLET 8GB; 96 zł, 7 złotych zostaje nam w kieszeni.
Tyle podane jest na stronie (stan na 16.10.2009, 08:22).
Jak powiedziałem, nie za bardzo chciało mi się szukać w sieci tańszych ofert i wytykać, że jednak się IDG myli w swoich wyliczeniach, bo tańsze oferty są.
W każdym z tych czterech produktów kliknąłem za to na „Kup teraz” (nie, żebym chciał od razu kupować; ot chciałem zobaczyć, co się stanie…).
Cóż ukazało się moim oczom?
W przypadku ASUS’a próba zakupu zakończyła się na pustej białej stronie.
Pomyślałem sobie, że przecież mam w sobie coś z Bonda (który facet nie ma?) i warto podarować sobie odrobinę luksusu, a skoro nie stać mnie na zabawę kasynie Royale, przynajmniej pendrive’m będę mógł się pochwalić. Niestety, próba zakupu pokazała moim oczom komunikat: „Produkt jest niedostępny. Ta oferta została już niestety zakończona. Następnym razem musisz być szybszy.” Hmmm, cofnąłem stronę, i pod nazwą produktu jak byk stoi: „Do końca zostało: 15:29:03… 02… 01…”. Ot, taki prosty zegar mający mnie informować, kiedy kończy się dana „okazja”.
Tak, wiem, czepiam się. Ale niesmak – to mało powiedziane.
Po dość sporej firmie, jaką jest IDG można się było spodziewać jednak czegoś lepszego, niż sklepik wykonany metodą „na-odpier…l-się”, z dwoma tak naprawdę podstarzałymi produktami. W zasadzie taki mega-wypas-sklepik internetowy może zrobić każdy. A i produktów wstawić można w zasadzie znacznie więcej. Co z tego, że 50% tych produktów i tak nie kupisz, bo aktualnie ich nie ma „na stanie”, albo „ups-coś-nam-się-popsuło”?
A reklama była tak obiecująca! Wielki, nadmuchany balon; oto samo IDG postanowiło wkroczyć na rynek e-commerce i proponować starannie wyselekcjonowane produkty po rewelacyjnie niskich cenach.
I wyszło, jak wyszło. Z wielkiej chmury mały deszcz. Z wielkiego balonu uszło nagle całe powietrze… I rozległo się – przepraszam za wyrażenie – pierdnięcie.

 
1

N900 – jesteś poza zasięgiem… :(

Posted by Dawid on wrz 24, 2009 in Bez kategorii, Komentarz, off-topic

Jak chyba każdy, mam telefon komórkowy. Nic specjalnego, ot zwykły D900i (o, taki).

Odkąd jednak pamiętam, zawsze lubiłem markę Nokia. Przejrzyste menu, którego obsługa nie zmienia się wraz z każdym nowym modelem, łatwość i intuicyjność obsługi… Jak dla mnie to podstawa. Nie mam zamiaru przy każdej wymianie telefonu na nowszy model spędzać nad nim nie-wiadomo-jak-wiele-czasu, żeby się go nauczyć. Dlatego po prostu uwielbiam te telefony.

Szczególnie rajcuje mnie Nokia Communicator (przynajmniej kiedyś tak się to-to nazywało). W październiku 2009 na rynek ma wejść N900. Jak dla mnie – rewelacja! Oglądając te dwa filmiki, które zamieszczam poniżej – sami możecie się przekonać!

I powiedzcie teraz: czyż nie jest wspaniały? Niech się te wszystkie iPody schowają! Dla każdego znajdzie się tutaj coś miłego.

Kurcze, gdyby jeszcze ten telefon nie był tak pierońsko drogi… Niestety, pozostanie on jeszcze dłuuugo poza moim zasięgiem, a nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek w ten zasięg wejdzie… :(

Tagi: , , ,

Copyright © 2010 Dawid pisze… All rights reserved. Theme by Laptop Geek.