0

kupuj.pl – i co z tego wyszło? Szydło z worka…

Posted by Dawid on paź 16, 2009 in Komentarz, Publicystyka, felieton

Jakiś czas temu pisałem o serwisie kupuj.pl. Wtedy była to jedynie zajawka, ograniczająca się do podania, jaki przedmiot z podanej listy chętnie byśmy kupili, oraz miejsca na zostawienie adresu mailowego. Klasyczny formularz wyłudzający e-mail i nabijający spam-listę.
Od kilku tygodni serwis jednak działa. Ilość produktów jest ograniczona do 3-4 (pewnie tych najbardziej chodliwych, albo sponsorowanych lub mocno dofinansowanych) i mamy tutaj tylko opcję “Kup teraz”. Jest również podana informacja, że oto korzystając z tej naj-, naj-, najlepszej w sieci oferty – oszczędzasz tyle i tyle.
Nie bawiłem się w wyszukiwanie informacji, ile tak naprawdę oszczędzamy kupują dany produkt właśnie na kupuj.pl, a nie gdzie indziej. Dzisiaj ograniczyłem się tylko do zerknięcia, cóż to za wspaniałe i niepowtarzalne oferty ma nam do zaoferowania IDG.
Są to (w cudzysłowie podaję “chwyty marketingowe”, jakie są na stronie):
1. ASUS Eee PC 1000 H; 1049 zł, oszczędzamy 250 zł;
2. “Mega HIT RPG”, RISEN; 139 zł, oszczędzamy 30 zł;
3. konsola Xbox 360 Arcade; 769 zł, 230 zł oszczędności;
4. “Pendrive dla Bonda”, PRETEC FLASHDRIVE USB I-DISK BULLET 8GB; 96 zł, 7 złotych zostaje nam w kieszeni.
Tyle podane jest na stronie (stan na 16.10.2009, 08:22).
Jak powiedziałem, nie za bardzo chciało mi się szukać w sieci tańszych ofert i wytykać, że jednak się IDG myli w swoich wyliczeniach, bo tańsze oferty są.
W każdym z tych czterech produktów kliknąłem za to na “Kup teraz” (nie, żebym chciał od razu kupować; ot chciałem zobaczyć, co się stanie…).
Cóż ukazało się moim oczom?
W przypadku ASUS’a próba zakupu zakończyła się na pustej białej stronie.
Pomyślałem sobie, że przecież mam w sobie coś z Bonda (który facet nie ma?) i warto podarować sobie odrobinę luksusu, a skoro nie stać mnie na zabawę kasynie Royale, przynajmniej pendrive’m będę mógł się pochwalić. Niestety, próba zakupu pokazała moim oczom komunikat: “Produkt jest niedostępny. Ta oferta została już niestety zakończona. Następnym razem musisz być szybszy.” Hmmm, cofnąłem stronę, i pod nazwą produktu jak byk stoi: “Do końca zostało: 15:29:03… 02… 01…”. Ot, taki prosty zegar mający mnie informować, kiedy kończy się dana “okazja”.
Tak, wiem, czepiam się. Ale niesmak – to mało powiedziane.
Po dość sporej firmie, jaką jest IDG można się było spodziewać jednak czegoś lepszego, niż sklepik wykonany metodą “na-odpier…l-się”, z dwoma tak naprawdę podstarzałymi produktami. W zasadzie taki mega-wypas-sklepik internetowy może zrobić każdy. A i produktów wstawić można w zasadzie znacznie więcej. Co z tego, że 50% tych produktów i tak nie kupisz, bo aktualnie ich nie ma “na stanie”, albo “ups-coś-nam-się-popsuło”?
A reklama była tak obiecująca! Wielki, nadmuchany balon; oto samo IDG postanowiło wkroczyć na rynek e-commerce i proponować starannie wyselekcjonowane produkty po rewelacyjnie niskich cenach.
I wyszło, jak wyszło. Z wielkiej chmury mały deszcz. Z wielkiego balonu uszło nagle całe powietrze… I rozległo się – przepraszam za wyrażenie – pierdnięcie.

 
0

Nasza-klasa – najlepsza na świecie? Przepraszam, ale…w czym??

Posted by Dawid on wrz 15, 2009 in Bez kategorii, Komentarz, Publicystyka, off-topic

Gazeta.pl opublikowała tekścik o n-k.

Nie ma to, jak mieć dobry PR. W sieci huczy o idiotycznych posunięciach na n-k (choćby o uruchomieniu śledzika, o którym tak naprawdę nie wiadomo, po cholerę on i dla kogo), krytycznie niskim poziomie serwisu, zdjęć i komentarzy tam widniejących, a tymczasem dziennikarze Gazewy Wybiórczej sugerują, że twórcom n-k należą się pokłony, że tak wspaniały serwis stworzyli.

Tak, serwis BYŁ wspaniały. Kiedyś, jakieś półtora roku temu.

Teraz, kiedy stał się fotka-bis – to już nie jest to samo. Wielkością – faktycznie, ileść userów i odsłon jest imponująca. Ale nie przekłada się na jakość.

Grono też kiedyś było fajne, bo było nowe i tajemnicze (można się było zarejestrować tylko na zaproszenie kogoś z wewnątrz). Ale spowszedniało. I powoli chyli się ku upadkowi.

N-k kroczy tą samą drogą. Niestety, od samego początku było jasne, że ten krąg grupy docelowej trudno będzie poszerzyć. Próby takie podejmują, za co im chwała, ale jeśli jedną z nich miało być uruchomienie śledzika – to ja dziękuję. I nie sądzę, żeby to jakoś pomogło.

N-k się przejada. Jak już wielokrotnie powtarzałem, niestety, nie ma tam nic, co skłaniałoby mnie czy podobnym do mnie osobom wracać tam codziennie. Do tego – stada pokemonów z ich idiotycznymi komentarzami, zdjęciami jak z katalogu XXX – to wcale nie pomaga.

Tagi: , , ,

 
0

Polska część WWW sięga powoli dna…

Posted by Dawid on wrz 14, 2009 in Bez kategorii, Komentarz, Publicystyka, off-topic

Ostatnich kilka dni, w ramach tzw. zajęć dodatkowych, związanych w większości z nowym zleceniem, zmuszony byłem zapoznać się z polskimi, masowymi serwisami społecznościowymi.

Jako że n-k jest mi z grubsza znana (znawcy tego serwisu na pewno przyznają mi rację, że wystarczy jakaś godzina wolnego czasu, żeby na wskroś poznać ten serwis i WSZYSTKIE ficzery, jakie oferuje; wszystko ponadto – jest zwyczajną stratą czasu).

Zajrzałem więc na fotka.pl. Wcześniej miałem raczej sporadyczną styczność z tym (po)tworem. Ot, od czasu do czasu trafiałem tam klikając przeważnie w link umieszczony na zupełnie innej stronie. Obejrzałem zdjęcie, kliknąłem to tu, to tam, i zamykałem fotkę.

Teraz musiałem głębiej wejść w ten serwis.

Hm… od czego by tu zacząć, żeby za szybko nie skończyć… Cóż, zacznijmy od tego, że daleko nie zaszedłem… Jakieś klany (jak sądzę, to inna, bardziej “cool” nazwa oznaczająca w gruncie rzeczy podforum internetowe), jakieś rankingi zdjęć, komentarze do nich… To tyle, jeśli chodzi o fotkę, bo faktycznie na tym należałoby tu skończyć, bo to faktycznie wszystko, co na fotce się znajduje.

Podsumowując fotkę: nie ma tam nic, dosłownie NIC, co zachęciłoby mnie do dłuższego pobytu na tej stronce, albo do powrotu na nią. Zdjęcia – w zasadzie niewiele się różniące od tych, jakie zobaczyć można na n-k, komentarze… cóż, pominę milczeniem (gdzieś już słyszałem określenie “pokemony” na tych, co umieszczają takie zdjęcia i komentarze, jakie znaleźć można na fotka/n-k)… Poza tym: nic wyrafinowanego, nic, co rzucałoby na kolana, nic szczególnie zaawansowanego technicznie.

To straszne, że n-k ma tylu użytkowników. Straszne, że fotka cieszy się aż taką popularnością. Wystarczy spojrzeć na badania oglądalności stron internetowych, żeby zobaczyć, że serwisy te mają naprawdę poważne wyniki w tej “dziedzinie”.

To tak straszne, że aż przykre… Zero poziomu, gówniarzowate pokemony, ścigające się na jak najbardziej wyuzdane fotki i po prostu głupie komentarze, których często nawet nie da się rozczytać – czy tak wygląda czołówka społecznościowych serwisów w Polsce???

Szkoda…

Tagi: , , ,

 
0

napisy24 – a jednak reklama…

Posted by Dawid on wrz 8, 2009 in Bez kategorii, Komentarz, Publicystyka, off-topic

Pisałem ostatnio o aukcjach, w których “przedmiotami” były dwa serwisy, napisy24 i hatak.
Nie trzeba było długo czekać, by sprawa się wydała – tutaj można przeczytać w zasadzie wszystko.
Nie dość, że jednak chodziło o reklamę, jak sądziłem, to przy okazji twórcy dzielą się na tych, co postanowili w końcu na serwisach zarobić oraz tych, którzy są rozczarowani.
Najwyraźniej w każdym razie się nie dogadali.

Tagi:

 
0

Napisy24 i Hatak – czemu odchodzą?

Posted by Dawid on wrz 6, 2009 in Bez kategorii, Komentarz, Publicystyka, off-topic

Dziennik Internautów opublikował info, że serwisy Napisy24 i Hatak zostały wystawione na licytację.
Przyczyną podjęcia decyzji o sprzedaży tych witryn jest oczywista – koszty ich utrzymania przewyższają kwoty, jakie czerpią z nich ich twórcy.
W zasadzie trudno się dziwić. Strony kontrowersyjne, jak The Pirate Bay chociażby (chociaż nie jest to najlepsze porównanie w tym przypadku), mają u reklamodawców znacznie gorzej, niż inne tego typu stronki, ale już nie budzące takich emocji. Potencjalni reklamodawcy nie chcą być bowiem kojarzeni ze stronami, które albo za chwilę znikną, albo będą miały kłopoty z wymiarem sprawiedliwości.
Przyjrzyjmy się bowiem potencjalnym reklamodawcom serwisu napisy24. Oczywiście mogliby nim być dystrybutorzy filmowi, którzy (jak np. na filmweb.pl) dawaliby tutaj zajawki swoich nowych produkcji, prowadzili kampanie marketingowe nowości kinowych, etc. Ale takie rzeczy, to tylko w orange, proszę Państwa! Bo jak by to wyglądało, gdyby dystrybutor walczący przecież o jak największe dochody z pokazów kinowych/dvd itd., z całą mocą zwalczający piractwo – nagle wspomagał serwisy, które żyją z tego, że udostępniają napisy do filmów, które to filmy zostały wcześniej “zripowane” i udostępnione w sieci z jawnym pogwałceniem prawa? To tak, jakby firma VW wykupywała miejsce raklamowe na samochodach, które chwilę wcześniej zostały skradzione swoim właścicielom!
Dlatego właśnie jedyne raklamy, na jakie mogli liczyć twórcy napisy24 pochodzić mogły spoza branży filmowej. Ponieważ jednak wybór w takim wypadku jest o wiele mniejszy – dochody też były raczej niewielkie.
Rozważmy jednak alternatywne źródła finansowanie. Co nam jeszcze pozostaje, skoro ze strony potencjalnych, poważnych firm spotyka nas jedynie ostracyzm? Można jeszcze się wspomóc dobrowolną zbiórką ze strony użytkowników i innych zainteresowanych. W różnych miejscach w sieci przeczytać można, że taka zbiórka miała miejsce. Zdołano zebrać kilkaset, czy nawet kilka tysięcy złotych, które przeznaczone zostały na dalsze funkcjonowanie serwisu. W tzw. międzyczasie stworzony też został nowy layout dla strony; nie wiem, czy za free, czy za pieniążki (chociaż przyglądając się efektowi stwierdzić muszę, że nawet jeśli za free – to i tak za dużo za niego chcieli, bo to chyba jakaś pomyłka…). Takie akcje są faktycznie dobre, ale na tym opierać działania serwisu nie można; jednorazowo coś takiego może się udać, ale żeby funkcjonować tak cały czas – co to, to nie…
Cóż, najwyraźniej twórcy serwisu nie wiedzą, w jaką pójść stronę. Czy wprowadzić komercję, np. płatną część serwisu? Poszli więc po najmniejszej linii oporu. Korzystając z przyzwoitej oglądalności, chcą rozejrzeć się wśród potencjalnych zainteresowanych, żeby “opylić” swój biznesik. Niestety (dla ich obecnych właścicieli), nie sądzę, żeby im się to udało. W tej formie serwis ten nie ma szans przeżycia na rynku pod postacią komercyjną. Co najwyżej może być dodatkiem w portfolio dla firmy, która swoje główne miejsce zysku ma zupełnie gdzie indziej; mógłby być np. miejscem reklamowym dla innych serwisów, raczej takim hobbystycznym dodatkiem, niż tworem niezależnym.
Z drugiej jednak strony kilkanaście bodajże tygodni temu polski Internet obiegła wiadomość o wystawieniu na aukcji serwisu kurnik.pl. Pojawiło się wiele spekulacji, wiele wycen, w których ludzie prześcigali się w szacowaniu wartości tego serwisu, który do tej pory był nośnikiem reklamowym w stopniu raczej niewielkim. Po jakimś czasie na jaw wyszło, że aukcja jest żartem. Niemniej jednak, właściciel kurnika (bo sądzę, że On również maczał w tym palce, a przynajmniej wiedział o całej akcji) wie teraz przynajmniej, na jakie pieniądze mógłby liczyć, gdyby do takiej transakcji doszło. Może więc i w tym przypadku do tego samego doszło?
Albo – podywagujmy jeszcze inaczej. Może cała akcja z kurnik.pl, a teraz z napisy24.pl – była tylko akcją reklamową, prostym chwytem marketingowym, mającym na celu przypomnienie się szerszej rzeszy publiczności? Może ich twórcy – widząc w statystykach serwisu zastój w interesie – postanowili coś z tym (tanim kosztem, powiedzmy sobie szczerze) zrobić? Przynajmniej chwilowo podnieść oglądalność, licząc, że przynajmniej część nowych internautów założy tutaj swoje konta?
Cóż, jak mówi stare dobre powiedzenie, jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o $$$.

Tagi: ,

 
0

Czy to wojna społeczności?

Posted by Dawid on wrz 5, 2009 in Bez kategorii, Publicystyka, off-topic

W ostatnim tygodniu pojawiło się kilka newsów, które wzbudziły moje zaciekawienie.
Najpierw zobaczyłem to. Interesujące, chyba jedna z najstarszych polskich społecznościówek – zwija manatki. Najwyraźniej nie wytrzymał konkurencji z n-k, a szkoda…
Swego czasu nawet miałem konto na grono.net. Nie wiem, może jestem dziwny, może zbyt dużo się spodziewałem, ale serwis ten nie proponował mi nic, dosłownie nic, co miałoby mnie zachęcić do jego odwiedzania. Od czasu do czasu zaglądałem tam, żeby zobaczyć, czy dzieje się coś ciekawego, ale za każdym razem po kilku minutach bezsensownego klikania – wychodziłem. Działo się tak coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu nadszedł ten dzień i konto zlikwidowałem jako zupełnie zbędne.
Przyczyna, jak nietrudno się domyślić, była mniej-więcej taka sama, jak moje powody odejścia od n-k. Ot, kolejne miejsce, w którym ludzie ścigają się na ilość znajomych, ilość “odjazdowych” (zdaniem autorów) zdjęć, itp. Dla bardziej wymagających użytkowników nie było tam nic ciekawego.
Któregoś razu, również w ostatnim tygodniu, przez googlowską reklamę trafiłem do jakleci.pl. Zainteresowała mnie szczególnie ich agresywna kampania, od samego początku starająca się poniżyć n-k. JakLeci – w telegraficznym skrócie – oferuje nam dokładnie to wszystko, czego n-k dorobiło się z czasem: a więc mamy tu możliwość dodawania zdjęć i ich “pinezkowania” (jak pragnę zdrowia, nie potrafię powiedzieć, co w tym “pinezkowaniu” jest takiego fajnego, coolerskiego? Że można się zabawić w woo-doo i wyżyć na czyimś zdjęciu???), urządzać imprezy, poznawać sąsiadów, itd. Słowem: full-wypas, chciałoby się rzec. I to wszystko – w przeciwieństwie do n-k – mamy za free. Jak widać, jakleci.pl idzie na ostrą konfrontację z n-k od samego początku. Na razie nie mam zamiaru zakładać konta w tym serwisie; ciekawy tylko jestem, jak się to wszystko rozwinie. Póki co jednak serwis ten pozostanie dla mnie ciekawostką; zresztą sam skład osobowy ludzi go tworzących nie rzuca na kolana. Cóż, skoro Google startowało w garażu, to inni najwidoczniej też postanowili pójść tym samym tropem. Życzę powodzenia, w każdym razie, bo konkurencja na rynku jest bardzo ważna, a jak na razie n-k pogrzebało grono – jedynego konkurenta, jakiego miało.

[edytowano: 2009-09-08 15:35]
Wniosek o upadłość został oddalony.
Tak jest, niech się jeszcze trochę pomęczą…

Tagi: , , , ,

 
0

Czemu odszedłem z nasza-klasa.pl

Posted by Dawid on sie 31, 2009 in Publicystyka

Dzisiaj, chyba trochę przez przypadek wszedłem na youtube.com i wpisałem “nasza klasa sama prawda“.
Swego czasu, jakieś 2, czy nawet 3 lata temu pomysł n-k również mnie przypadł do gustu. Założyłem tam konto, skontaktowałem się ze swoimi szkolnymi kolegami i koleżankami, nawet jedno “spotkanie po latach się odbyło”. I… w zasadzie na tym się skończyło. Bo na czym niby miało się skończyć? Ten wortal, biorąc pod uwagę jego tematykę, raczej trudno mi wyobrazić sobie jako “coś więcej” niż właśnie spotkanie po latach, ewentualnie zwołanie się, umówienie, wymienienie numerów komórek/adresów e-mail.
No, ale cóż… Firma istnieć musi, ruch w interesie również musi być, strona powinna generować kolejne odsłony, żeby nie odeszli od niej reklamodawcy.
No więc generuje. A że przy okazji zaginęła gdzieś po drodze idea podtrzymywania znajomości ze szkolnych lat, zastąpiona… no właśnie, czym?

Obejrzałem filmiki z youtube. Nad sposobem perswazji nie będę się rozwodził. Niemniej jednak, coś w tym jest. N-K zaczęła mi się nagle jawić jako taki jeden, wielki śmietnik, do którego co chwila ktoś podbiega, przykleja swoje zdjęcie i odbiega. Za moment ktoś podbiega, i na przypiętym przed momentem zdjęciu domalowuje wąsy, a pod spodem dopisuje jakieś nieprzyzwoite słowa. Jakoś… dziwnie to wszystko wygląda teraz…

W szkole nie byliśmy święci, o nie! Różne się rzeczy wyrabiało.

Ale to, co teraz jest na N-K, to już nie jest moja klasa. Z przykrością to stwierdzam, kasując przedtem konto na tym wortalu… :(

Tagi: , , ,

 
0

Free Software Foundation rusza przeciwko Windows 7

Posted by Dawid on sie 31, 2009 in Bez kategorii, Komentarz, Programowanie, Publicystyka

Windows 7 Microsoftu nie opuścił jeszcze tak na dobre fabryk, aby tropem swoich poprzedników opanować sklepowe półki, a już największy antagonista tej firmy (a raczej – wróg filozofii zamkniętego oprogramowania, której firma Microsoft jest ucieleśnieniem) rozpoczyna swoją kampanię (link).
FSF i jej działalność ze wszech miar popieram, chociaż chcąc nie-chcąc – używam produktów z Redmond. Wierzcie mi jednak, gdzie to tylko jest możliwe, staram się tego unikać. Niestety, na polskim rynku niewiele jest firm, które konsekwentnie odcinałyby się produktów Microsoftu. Wolą pre-instalowane systemy na swoich komputerach, niż odrobiny wysiłku, by działać całkowicie legalnie – ale bez “windowsów”.
Kampania FSF wskazuje, co złego jest w korzystaniu z oprogramowania Microsoftu. Przerażające jest zwłaszcza to, że dzieci w szkołach uczy się wyłącznie przy wykorzystaniu produktów tej firmy, co prowadzi w prostej drodze do tego, że później komputer pozbawiony “windowsowych” programików będzie dla takiej młodzieży co najmniej czymś dziwacznym i niespotykanym. Już teraz większość dzieci utożsamia system operacyjny szkolnego (a bywa, że i domowego) komputera – wyłącznie z Windowsem.
Niestety, Windows tak mocno zdominował rynek, że trudno się tutaj przebić innym OS-om. Jeszcze jako-tako radzi sobie z tym Linux i jego różne dystrybucje (prym wiodą tutaj bodajże Ubuntu i Mandriva, ale poprawcie mnie, jeśli się mylę), Unix doceniany jest zaś wyłącznie przez administratorów i zapaleńców, zaś pozostałe systemy są już taką niszą, że nawet wspominanie tutaj ich nazw niewielu ludziom cokolwiek powie (a warto chociażby zerknąć do artykułu w Wikipedii, by uzmysłowić sobie, że nie samym windowsem człowiek żyje…
Jak powiedziałem, open source’owe OS’y i poszczególne programy warte są bliższego poznania. Czasami korzystać z nich możemy jedynie w domu, bo w pracy obowiązuje “corporate standard” (czyli Windows w najróżniejszych odmianach), ale jednak – warto.

Tagi: , , , ,

 
3

kupuj.pl – czyli jak nabić sobie spam-listę!

Posted by Dawid on sie 22, 2009 in Komentarz, Programowanie, Publicystyka, oszuści

Stosunkowo niedawno w sieci pojawiła się zajawka (bo systemem w pełnym tego słowa znaczeniu nazwać tego nie można) platformy handlowej – kupuj.pl.
Cóż, nowością tego nazwać nie można, sklepów jest w sieci na pęczki. Ogromna większość szybko schodzi z tego świata bez rozgłosu, część jakoś tam trwa pewnie na granicy opłacalności i jak najmniejszymi kosztami, niewielka ich ilość zdobywa sobie rzeszę stałych klientów (czyli: stałego dochodu), a baaardzo nieliczne wybija się, zostaje, a nawet (bywa) rozwija.
Tutaj, w przypadku kupuj.pl, warto jednak zwrócić uwagę na sposób wejścia na rynek. Takie podchody, rozpoznawanie, na co ludzie się rzucą jak na świeże bułeczki, a co można sobie spokojnie darować przy starcie.
Po prostu – zbierają “zamówienia”. Nie, przepraszam – pytają grzecznie, czego sobie życzymy, dając oczywiście listę produktów, którymi moglibyśmy być zainteresowani. Wystarczy zostawić swój mail i zaznaczyć opcję, że zgadzamy się na “przetwarzanie danych osobowych zgodnie z Ustawą…”, itd.
Ciekawe…
Właściwie nie wiemy do końca, na co się zgadzamy, nigdzie nie jest to wyraźnie napisane. A powinno.
Czemu? Bo zgodnie z ustawą, przedsiębiorca powinien wyraźnie zaznaczyć, w jakim celu zbiera nasze dane i do czego będą one wykorzystane. A tak, możemy się tylko domyślać, że do wysyłania spamu…
Ale – czy tylko? Zgodnie z polskim prawem, przedsiębiorstwo (KAŻDE przedsiębiorstwo) tworzone jest głównie po to, żeby zarabiać. Na czymkolwiek, co sobie wymyśli. Również IDG Poland S.A. nie jest tutaj wyjątkiem. IDG powołane zostało w celach wydawniczych, marketingowych (wszak reklamą też się zajmuje), i pewnie jakichś innych (np. hodowli pieczarek, bo… kto im zabroni?). Zakładając firmę trzeba określić, czym się ona będzie zajmowała. Można wpisać dosłownie wszystko, co ślina na język przyniesie, i często tak się robi, bo późniejsze zmiany we wpisach kosztują, a nie musimy całej naszej działalności zaczynać od samego początku. Więc pewnie IDG również coś takiego ma wpisane. Dobra, mniejsza o to…
Jako że jednym z podstawowych celów przedsiębiorstwa jest zysk, a sposobem na jego osiągnięcie – np. szeroko pojęte działania marketingowe, nikt nie może zabronić spółce IDG najzwyczajniej handlować zdobytymi w ten sposób adresami e-mail (!). Tak więc wszyscy, którzy zaintrygowani potencjalną promocją zapiszą się z własnej woli na spam-listę firmy IDG, spodziewać się mogą, że ich adres będzie wykorzystywany przez różne inne podmioty.
Niekoniecznie do celów, jakich byśmy sobie życzyli.
Dzisiaj dostałem maila z adresu ania@kupuj.pl pt. “Szukasz okazji w internecie?”.
Pani Aniu, tutaj na tym blogu daję Pani odpowiedź: tak, szukam okazji w internecie. Ale pod adresem, który mi Pani przesłała, jej (ich?) nie znalazłem. Jak dla mnie, ta strona służy jedynie WYŁUDZENIU adresów e-mail mniej świadomych użytkowników Sieci. Ta strona nie różni się niczym od innych stron, które mój Firefox klasyfikuje jako potencjalnie niebezpieczne, bo WYŁUDZAJĄCE DANE.
Jak dla mnie, powinniście zmienić adres na kupuj_ale_nie_tutaj.pl.
Nie wróżę Wam sukcesu.

Tagi: , ,

 
0

sledzik.pl – nowe dzieło naszej-klasy

Posted by Dawid on sie 19, 2009 in Bez kategorii, Publicystyka, off-topic

Znalazłem też to.
Jak widać, twórcy naszej-klasy nie spoczywają na laurach. Chcą jeszcze bardziej przyciągnąć do siebie sporą grupę już posiadanych użytkowników.
Sam też posiadam konto na naszej-klasie. Nie jestem może “naszo-klasowym hard-userem”, ale jednak mam. Jak do tej pory, niczym mnie ten wortalik nie przyciągnął, ani nie zdołał na dłużej zatrzymać; ot, kolejne forum, tyle że tym razem mogłem wyszukać znajomych z dawnych, szkolnych lat. Wymieniliśmy się adresami e-mail, telefonami, i tyle. Nie mam tam w zasadzie czego szukać.
Może teraz mnie do siebie przekonają? Eeee, nie sądzę… Niemniej jednak, młodszą część webowych użytkowników (stawiam na podstawówkę, gimnazjum, może też pierwsze klasy liceum, ale już raczej nie na studentów) na pewno jeszcze bardziej ze sobą zintegrują; całe pozaszkolne życie, swoje frustracje, miłostki jeszcze bardziej będą uzewnętrzniać właśnie tutaj, gdzie otwiera im się kolejne możliwości…
Cóż, pożyjemy, zobaczymy…
Na razie jest tylko “zaślepka”, ale będę zaglądał. 8-)

Tagi: ,

Copyright © 2010 Dawid pisze… All rights reserved. Theme by Laptop Geek.